Dziś w końcu można powiedzieć, że
zaczęła się Australijska przygoda. Jak to na nas przystało z
przygodami :)
Pierwsze co odczuliśmy to szok temperaturowy po Sydney w którym chodziliśmy w krótkich spodenkach
wylądowaliśmy w Blue Mountains gdzie niesamowicie wieje do tego
temperatura o połowę niższa do tego stopnia że rano trzeba się
było nieźle zmusić żeby spod pierzynki wyjść.
Taki wróbelek siedział rano obok naszego auta |
Ogarniamy rano nasz domek a za nim dwa bliźniaki stoją |
Ruszyliśmy ponownie na szlak więc
można powiedzieć, że tych fotek z poprzedniego dnia nie straciłam.
To są pierwsze góry w których byłam do których najpierw się
schodzi a dopiero potem wspina.
Z Echo Point schodziliśmy jakieś 200 m
w dół żeby wejść w końcu do tego buszu :) po drodze mijaliśmy
kilka fajnych wodospadów, podobno jak pada to wszystkie skały to
jeden wielki wodospad, stare górnicze szyby oraz kolejki szynową i
podwieszaną, zresztą o samych Górach błękitnych można by długo
opowiadać

zeszło nam tu do 13.00 i ruszyliśmy w kierunku Gór Śnieżnych - w naszej wyprawie góry muszą być:) założenie było takie że dotrzemy do Cooma ale jak to u nas pozmieniało się po drodze i ostatecznie jesteśmy na campingu pod Canberrą, jutro stolica i dotarcie pod samą Górę Kościuszki jak się da oczywiście.
Ptaszka z godła parku udało się spotkać |
Skałki 3 siostry od drugiej strony |
australijski chrabąszcz majowy a raczej październikowy, właśnie są na etapie padania no i dowód na to że jeszcze nie mam na twarzy koloru purpury :) |
zeszło nam tu do 13.00 i ruszyliśmy w kierunku Gór Śnieżnych - w naszej wyprawie góry muszą być:) założenie było takie że dotrzemy do Cooma ale jak to u nas pozmieniało się po drodze i ostatecznie jesteśmy na campingu pod Canberrą, jutro stolica i dotarcie pod samą Górę Kościuszki jak się da oczywiście.
Jadąc po drodze skręciliśmy na
Burgonia i dopiero poczułam, że jestem w Australii, same wielkie
farmy, owce no i KANGURY :) pierwsze 2 niestety były martwe przy
drodze :/ potem już nawet zrozumiałam dlaczego. Jest ich taki
ogrom, że ciężko wszystkie ominąć jak tylko zaczynał się
zmierzch wyszły całymi stadami i faktycznie zaczyna się jechać 40
na godzinę żeby jakiś nie wyskoczył, do tego jeszcze zaczęło
podać więc już całkiem brak widoczności, ale za to jaka tęcza
się zrobiła :) oczywiście nie uwieczniona bo prowadziłam :/ ale
poczułam wreszcie że tu jestem.
pierwsze kangurki niestety niewyraźne bo z daleka i z auta ale następne będą ładniejsze |
Australijski busz |
Jedna rzecz która mnie tu zaskoczyła
to że o 18.00 jest już całkiem ciemno, latem podobno nie lepiej bo ok 20.00 więc noclegu poszukiwaliśmy już po ciemku mimo że było
po 19.00.
Przejechane 350 km, niewiele ale jak
biorąc pod uwagę fakt że pół dnia jeszcze po górach chodziliśmy
to nieźle.
What happened? There is no internet in Canberra? It's not nice to not responding. Kids are waiting every day for new photos. So wake up! There is 3:33AM in Ausie so don't waste time for slipping just write something.
OdpowiedzUsuńGreetings!
właśnie , gdzie nowy post? zdjęcia, przeżycia , my tu czekamy a Wy się byczycie pewnie na jakimś leżaku między kangurami:)
OdpowiedzUsuńhalo co się stało internet wyłączyli
OdpowiedzUsuń