Później ruszyliśmy oczywiście wzdłuż wybrzeża łapiąc znów kilka widoków oceanu, klifów, plaż, w kierunku Byron Bay.
Jest to najdalej na wschód wysunięty przylądek Australii,
ale udało nam się wśród nich wypatrzeć grupkę delfinów.
Na dalszym odcinku odsunęliśmy się od brzegu i nie obyło się bez przygód.
Okazało się że z niewyjaśnionego bliżej powodu droga którą mieliśmy jechać była zamknięta przez policję i najpierw postaliśmy trochę w korku a potem wyznaczyli objazd, jak to na Australię skromne 30 km, przez co już nie wybraliśmy się do zaplanowanego Red Rock a zamiast do Woolgoolga ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Camping jest położony miedzy przybrzeżnym jeziorem i oceanem. jest tu naprawdę spokojnie, mnóstwo ptaków.
Poszłam za głosem rozwrzeszczanych papug i okazało się że siedzą sobie w
najlepsze przy przyczepie starszego pana, i już po chwili siedziały też ... na mnie :)
Jak się ściemniło pojawiło się za to mnóstwo nietoperzy.
Taką Australię to ja lubię... ale za 2 dni będziemy już w Sydney no i niestety
trzeba powoli się żegnać :(
P.S. Pouzupełniałam zdjęcia od 21.10 jak ktoś chce pooglądać :)
https://plus.google.com/photos/100660507596258918899/albums/5946637735999458465?authkey=CNedgMap1cPsggE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz